Zjawisko komercji, które umocniło się w latach 90’, zdominowało to, co w latach 80’ Mistrzowie Ceremonii starali się stworzyć- kulturę, która składała się z muzyki, tańca, sztuki, kreatywności, która pomagała im wysyłać swoiste przesłanie. Podziemna scena zatacza swoje okręgi, gdzie młodzi, utalentowani i inteligentni MC mogą błyszczeć. To w ich tekstach czuje się prawdziwość i realizm. Ich przesłania nie są złożone, ale konkretne i na temat. Górują w swoich miastach, województwach, są dobrze znani i szanowani, i to właśnie w tych miejscach prowadzą swoje małe rewolucje promując swoje osoby na własną rękę, mając dość procedur i traktowania artystów przez duże wytwórnie według istniejących sobie schematów.
To, co słyszymy wokół nas w mediach to w kółko to samo, te same sample, wykorzystywane po stokroć, zero istotnego przesłania. Jako przykład służą Rakim, Eric B. i Afrika Baambata, którzy aż zaskakiwali swoją kreatywnością, nie tylko, dlatego, że są ojcami chrzestnymi Hip Hopu, ale wyznaczali trendy. Kiedyś to artyści kontrolowali Hip Hop, byli prekursorami zmian i nowości. Teraz role się odwróciły a muzykę kontroluje pieniądz. Poprzez to, że jest niedobrze, powstaje coraz więcej niezależnych wytwórni, i nie ma, co się dziwić, przynajmniej artyści mogą być dalej kreatywni, mogą być sobą, mogą robić i tworzyć to, co chcą, nikt im niczego nie narzuca, nie tracą kontroli nad tym, co robią. Tak jak to ujął Dead Prez, Hip Hopowi artyści często muszą dokonywać wyboru, czy wolą Lexusa czy sprawiedliwości, czy gonią za marzeniem czy jego odpowiednikiem.
Producenci tacy jak Dre, Timbaland, DJ Premier, RZA, Tone Capone, Swizz Beats, the Alchemist, sprawili, że Hip Hop zaczął istnieć (w skali globalnej), ale to także z ich powodu się skomercjalizował, ponieważ ludzie masowo kopiowali ich style, a raczej imitowali. W zarabianiu na muzyce nie ma nic złego, wysoka sprzedaż płyt oznacza tylko to, że ludzie chcą ich słuchać. Jednak wszystkie działania, które nakierunkowane są tylko i wyłącznie na zysk to komercja, a ona nie jest dobrym zjawiskiem. W kulturze Hip Hopowej za prekursora komercjalizacji uznaje się MC Hammera, który w 1990 roku wydał swoją trzecią płytę Please Hammer, Don't Hurt 'Em. Album sprzedał się w prawie 20 milionach egzemplarzy, a Hammer udowodnił, że na Hip Hopie można dobrze zarobić, również na reklamie. Od tańca w spotach Pepsi do posiadania własnej lalki. Później wielu naśladowało jego ruchy, ubrania, muzykę. Jednym wychodziło to lepiej, drugim gorzej. Korporacje wiedziały już, co się podoba i świetnie to potrafiły wykorzystać. Obok Hammera warto zauważyć, że w 1986 roku legendarni Run-D.M.C. wypuścili kawałek „My Adidas”, który tyczył i adidasów, jako butów, i firmy, która je produkuje. Dziś to żadna nowość, że „gwiazdy” posiadają swoje własne linie odzieżowe. Korporacje wykorzystują imige artystów do promocji własnych produktów, bo wiedzą, że fani zapragną nosić, posiadać jakiś odłamek idola, który i tak nim nie będzie. Lil’ Kim i Brook Lynn podpisały kontrakty z firmą kosmetyczną M.A.C. w 2001 roku, jak to ujął ówczesny prezes John Demsey: ”Pokolenie Hip Hopu to pokolenie M.A.C.”- cokolwiek przez to rozumiał.
W momencie, w którym dostrzeżono siłę Hip Hopu i jego opłacalność, rozpoczął się jego proces komercjalizacji, manipulacji w jedno wielkie, odrębne medium, które samo tworzy i pozyskuje coraz więcej konsumentów. I oni na tym tracą i Hip Hop cierpi. W dobie, kiedy media mają tak wielki wpływ na to, co myślimy, trzeba skupić się na indywidualizmie.
Lucy
Komentarze
Dodaj komentarz