W Małopolsce jest ich siedmiu. W całym kraju trochę mniej niż stu. Mimo to polska reprezentacja footbagu jest jedną z najsilniejszych na świecie. W footbagu, czyli w profesjonalnej zośce. Gdybyśmy mieli takich piłkarzy, jakich mamy zośkarzy...
Na portalu YouTube można znaleźć taki filmik: Sala gimnastyczna po brzegi wypełniona kibicami, niektórzy otuleni są w narodowe flagi. Na środku boiska w wymalowanym okręgu stoi niepozorny chłopak. Wokół krzątają się kamerzyści. Z głośników dobiega muzyka poważna, zawodnik w jej takt podbija nogami nieduży woreczek. "Piłeczka" pada to na jedną, to na drugą stopę. Chłopak wykonuje przy tym piruety i podskoki. Stara się, by przedmiot nie spadł na ziemię. Całość wygląda jak połączenie tańca z zabawą piłką nożną, tylko mniejszą. Na pierwszy rzut oka kombinacje wykonywane przez gracza wydają się być niemożliwe do zrobienia przez człowieka. Po zakończeniu akrobacji zawodnik dostaje od publiczności owacje na stojąco. Część sali skanduje jego imię.
To Damian Gielnicki, aktualny mistrz świata w koronnej dyscyplinie footbagu: single open freestyle, którą można porównać do jazdy figurowej na lodzie. Nagranie pokazuje układ, dzięki któremu sięgnął po tytuł. Mistrzostwa odbyły się w Pradze, a Damian jest pierwszym Polakiem, któremu udało się osiągnąć w tej dziedzinie taki wynik.
Zobacz film z popisami Damiana Gielnickiego
I urwali lalce głowę...
O footbagu słyszało niewielu, za to o zośce prawie wszyscy. Podobno w Polsce narodziła się przed wojną, na jednym z warszawskich podwórek. "Krwawa legenda" mówi, że grupka wyrostków chciała pokopać piłkę. Żaden z nich jej jednak nie miał. Ukradli więc lalkę siostrze jednego z nich, oderwali jej głowę i zaczęli nią grać. Lalka miała na imię Zosia - stąd nazwa.
Z zośką kontakt mieli chyba wszyscy dorastający chłopcy. Zasady są proste: przeciwnicy stają w okręgach o ok. 2,5-metrowej średnicy. Chodzi o to, żeby przerzucić okrągły woreczek na pole przeciwnika. Jeżeli ten pozwoli, aby spadł na ziemię, to odpada. Powstały również różne szkoły konstruowania zośki. Niektórzy do gry używali prostego woreczka wypełnionego sypkim materiałem (najczęściej kaszą lub piaskiem), inni tworzyli bardziej skomplikowane konstrukcje - z drutu i pociętej dętki rowerowej albo okrągłego kawałka ołowiu i motka włóczki.
Footbag daje zajawkę
Footbag to jednak zupełnie inna bajka. Jako quasi-profesjonalny sport narodził się w latach 70. XX wieku w Ameryce. Nad Wisłę przywędrował na przełomie wieków z Czech. Polskich graczy zrzesza Polska Federacja Footbagu, a nasza reprezentacja jest jedną z najsilniejszych na świecie, co potwierdza najświeższy sukces Gielnickiego. Zresztą niejedyny. Na jego blogu możemy przeczytać, że tylko w 2008 roku zdobył 17 medali, w tym cztery na mistrzostwach świata. Na pytanie jednego z internautów, co daje mu uprawianie tego sportu, odpowiada z dumą: "Zajawkę, satysfakcję, przynależność do międzynarodowej społeczności. Rozwój, pewność siebie, kilkaset poznanych osób od Japonii, Nowej Zelandii i Australii, po Kanadę i USA. Zagraniczne wyjazdy i przy tym darmową nauka angielskiego. Aha! I medale". Ktoś inny pyta, ile na tym zarobił? "Nic" - ucina.
Konkurencji w footbagu jest co niemiara. Części z nich nie potrafię omówić, choć objaśniał mi je profesjonalny gracz. W każdym razie najważniejszy jest freestyle, czyli kilkuminutowy program, podczas którego zawodnik musi zaprezentować jak najlepszy układ. Liczą się zarówno umiejętności techniczne, zróżnicowanie trików, jak i zgodność ruchów zawodnika z wcześniej wybraną muzyką. Jest także double freestyle - tu występuje się parami i najistotniejsza jest synchronizacja. Z ciekawszych zapamiętałem jeszcze footbag net (czyli siatkonogę) i footbag golf (trzeba wrzucić zośkę do określonej dziury, najczęściej buta, z tym że może on się znajdować na dachu sąsiedniego budynku).$
Piotr Hamarnik
wywiad opublikowany dzięki uprzejmości gazeta.pl
Komentarze
omg ale jazda
omg ale jazda
Cris - cris@mhh.pl
cool
cool
Dodaj komentarz